Dziennik Podróżny
niedziela, 31 maja 2015
Owocna wycieczka jarocińska 21-22 maja 2015
piątek, 8 maja 2015
Wiosna, wiosna tralala! Wycieczka do Lednicy 30-1.5.2015
| Wiatrak w Rybitwach |
Szybka notka!
Nie ma co kryć - zimą się nieźle opierdalałem.
Rower poszedł w odstawkę zupełną. Trochę chodziłem tu i ówdzie, ale za wiele kilometrów też nie zrobiłem.
Blog podupadł, chociaż miałem krótkie wzloty weny i mam w tym momencie zaczętych 6 notek! I żadna nie zmierza do końca...
Kwiecień był chujowaty - ciągłe wiatry urywające głowę skutecznie powstrzymywały moje rowerowe zapędy.
Aż przyszedł maj! Co prawda chodziły słuchy, że długi weekend za piękny nie będzie - po sieci krążył kawał, że ma być 30 stopni - 10 w piątek, 10 w sobotę i 10 w niedziele. "haha". Ale nie ma opierdalania się! Maj to maj! Ruszyć trzeba.
poniedziałek, 2 lutego 2015
(nie)Zimowa wycieczka po łąkach
W zasadzie wycieczka ta nie zasługuje na opisanie, skoro jednak blog ten ma charakter głównie prywatny i na razie nie planuje ujawniać się dla szerszej gawiedzi (kto znajdzie - jego sprawa), to nie mam oporów przed zamieszczeniem tekstu, który ma służyć głównie moim potrzebom kronikarskim.
Zimy tej zimy brak.
Czekam na śniegi, żeby móc pójść na łąki i zobaczyć je przykryte tym białym cudem. Niestety, piękną jesień mamy tej zimy (niech jednak nikogo nie zmylą gadki o globalnym ociepleniu - zima roku pańskiego 1990 wyglądała podobnie - wiem, bo oglądam sobie na TVP Historia archiwalne Dzienniki Telewizyjne/Wiadomości z pogodą i informacjami sportowymi - polecam, mniej się człowiek denerwuje niż przy oglądaniu newsów).
Czekam na śniegi, żeby móc pójść na łąki i zobaczyć je przykryte tym białym cudem. Niestety, piękną jesień mamy tej zimy (niech jednak nikogo nie zmylą gadki o globalnym ociepleniu - zima roku pańskiego 1990 wyglądała podobnie - wiem, bo oglądam sobie na TVP Historia archiwalne Dzienniki Telewizyjne/Wiadomości z pogodą i informacjami sportowymi - polecam, mniej się człowiek denerwuje niż przy oglądaniu newsów).
Ale ile można czekać na ten śnieg? I po co, skoro przyjemnie jest na łąkach zawsze i o każdej porze. No to wybrałem się na spacerek z Zagórowa do Wrąbczynkowskich Holendrów.
wtorek, 13 stycznia 2015
Nawigacja GPS część 1
Kilka lat temu, kiedy kupiłem swój pierwszy własny telefon (wcześniej - słusznie uważając, że na co mi to dziadostwo - używałem dziedziczone komórki), zauważyłem, że wśród wielu dziwnych nazw funkcji które miał, była jedyna która mi coś mówiła - GPS. Zacząłem drążyć temat i... wsiąkłem. Szybko okazało się, że gps tego telefoniku to w zasadzie atrapa (nigdy nie udało mi się złapać żadnego satelity), jednak już połknąłem przynętę. Wyobrażałem sobie jak podbijam świat mając świadomość, że nigdy w nim nie zabłądzę. Że odkryje zapomniane przez ludzkość miejsca, zatopię się w turystyce i outdoorze bez strachu, że nie odnajdę drogi do domu. A najlepsze, że ten komfort psychiczny miałem mieć za darmo! Niestety, szybko okazało się, że nie jest tak pięknie i żeby to osiągnąć musiałem wydać troszkę kaski na moduł gps, który przesyła dane pozycji do telefonu. Zakupiłem Pentagram PathFinder P3106 i ruszyłem w teren...
środa, 31 grudnia 2014
Krótkie podsumowanie roku i obiecanki (byle nie cacanki!)
2014 - rok przełomowy. Chociaż w poprzednim trochę jeździłem, to dopiero w tym ruszyłem się na poważnie z domu. Odkryłem jaką prawdziwą frajdę może dawać jazda na rowerze i spanie na dziko w lasach i na łąkach. Przejechałem kilka wycieczek (i jeszcze więcej treningów) i mam z nich kupę wspomnień - odkryłem świetne miejsca, parę razy srogo się zawiodłem, a kilka wkurwiłem nieziemsko na mój złomiasty rowerek. Łącznie uzbierało się koło 1660 km. Może i mało. Ale na początek nie jest źle (ciekawostka: ile czasu potrzeba by przejechać 700 km? Rekord Guinnessa należy do Valerjana Romanovskiego, który przejechał 758 km w 48 h!).
czwartek, 13 listopada 2014
Trening jesienny
Skoro ten blog ma mnie motywować, postanowiłem, że będę tu wrzucał krótkie opisy treningów mających więcej niż 50 km. Chyba, że kompletnie nie będzie o czym pisać...
Tak więc...
Jesień w tym roku jest rozpieszczająca, więc aż nie wypada z tego nie korzystać. Niestety mój złomiasty rower wszedł w tę piękną porę roku uszkodzony i nie nadający do jazdy. Odwlekałem naprawę po trochu z braku kasy, a po trochu... z braku kasy. Żal mi było znowu wydawać pieniądze na to barachło. Ale głód jazdy był większy. Na sztyce, bebechy piasty, szprychy i serwisowanie przez speca (samemu nie miałem serca się do tego zabrać - tym bardziej za centrowanie) poszła trochę ponad stówka. Już dawno koszt napraw i części przekroczył wartość tego roweru. No cóż, biednego nie stać na oszczędzanie, trzeba sobie to raz na zawsze zapamiętać. Może sobie powieszę to hasło na ścianie, albo wyhaftuje na portfelu.
Na pierwszy jesienny wyjazd postanowiłem zrobić sobie szybką, ale planowaną przejażdżkę połączoną z rekonesansem łąk niedaleko Goliny. Taki trening krajoznawczy.
czwartek, 30 października 2014
O tym jak o mały włos nie rzuciłem roweru w kąt
Jakiś czas temu miałem jechać na wycieczkę rowerową ze znajomym. Nie znam go za dobrze, więc starałem się wybadać co i jak z jego kondycją rowerową, żeby się nie okazało, że po 20 km będzie chciał wracać. Jak się szybko okazało, doświadczenie miał skromne, by nie rzec żadne. I wtedy mi się przypomniały moje niedawne początki rowerowe i głupoty, które wtedy popełniałem i które, o mały włos, nie skończyły się porzuceniem rowerka na wieki. Chciałem mu je opowiedzieć ku przestrodze, ale ostatecznie gościu się z wycieczki wycofał, a mnie pozostały w głowie rady, z którymi nie miałem co zrobić. A że każdy lubi się się mądrzyć i swoje mądrości przekazywać dalej, to i mnie te rady uwierały w głowie. Teraz tak sobie pomyślałem, że skoro mam tego czytanego przez milionów bloga, to po mądruje się trochę tutaj. Nie będę jednak pisał, jak konkretnie coś wykonać, bo w necie jest mnóstwo dobrych poradników, a ja nie jestem na tyle kompetentny. Skupię się tylko na wypunktowaniu moich błędów, by ktoś kto to kiedyś przeczyta, mógł ich uniknąć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

